Od dłuższego czasu mam w głowie bałagan. Nie wynika on z braku narzędzi ani z braku chęci. To raczej poczucie, że robię dużo, a mimo to stoję w miejscu. Mam poważne zobowiązania, wymagającą pracę i wciąż spore ambicje. Te trzy rzeczy przestały się ze sobą dogadywać.
Zamiast szukać kolejnej aplikacji albo kolejnej metody produktywności postanowiłem zacząć od pytań. Pewnego dnia wylało się ich ze mnie kilkadziesiąt naraz. Ten wpis jest pierwszym z serii. Zapisuję w nim, o co chcę siebie zapytać i dlaczego właśnie o to.
Po co mi to
Chcę, żeby codzienność była lżejsza. Nie mam na myśli tego, żeby była łatwa, tylko lżejsza do uniesienia. Chcę dojść do tego, co jest dla mnie naprawdę ważne: do obszarów życia, wartości i marzeń. Z nich mają dopiero wynikać cele, z celów projekty, a z projektów konkretne zadania.
Potrzebuję też sposobu, który będzie pasował do mnie: do moich ograniczeń, napięć i tego, jak działa moja głowa. Ma to być taki sposób, który doprowadzę do końca, a nie porzucę po dwóch tygodniach. Na końcu tej drogi widzę wolność, także finansową, czyli to, co nazywam spokojną prozą życia.
Pytania
Pogrupowałem je w osiem bloków.
1. Stan obecny
- Co robię dlatego, że muszę?
- Skąd biorą się moje zadania? Dlaczego na co dzień robię akurat to, a nie coś innego, na przykład to, co bym chciał?
- Jakie są źródła zadań? Pytam zarówno o zobowiązania, czyli źródła na poziomie idei, jak i o fizyczne kanały, którymi przychodzą: maile, komunikatory, rozmowy.
2. Braki
- Czego nie robię, a chciałbym?
- Czego nie robię, a powinienem?
- Czego nie potrafię, a chciałbym się nauczyć?
3. Tarcia
- Co mi przeszkadza w tym, jak funkcjonuję na co dzień?
- Co mi przeszkadza w tym, jak wykonuję swoje obowiązki?
- Co jest dla mnie trudne?
- Co jest dla mnie łatwe?
4. Czego nie chcę
- Czego nie chciałbym robić?
- Czego nie chciałbym mieć, jeśli chodzi o rzeczy, zobowiązania, postanowienia i stan zdrowia?
5. Uczciwość wobec siebie
- Czego nie rozumiem, a udaję, że rozumiem?
- Czy tylko chciałbym umieć planować, czy naprawdę potrafię?
- Czy nie chodzi mi o to, żeby być zajętym, czyli robić zamiast zrobić?
6. Bilans
- Co mnie pochłania, a nie daje korzyści?
- Co daje korzyści, a się tym nie zajmuję?
7. Kierunek
- Jakie obszary życia są dla mnie najważniejsze?
- Co jest dla mnie ważne dzisiaj?
8. System i refleksja
- Czy mój system daje mi wolność, czy mnie ogranicza?
- Czym jest dla mnie naprawdę retrospekcja, czyli spojrzenie wstecz na to, co się wydarzyło?
Skąd to się wzięło
Kiedy spisałem te pytania, zacząłem sprawdzać, czy to jakaś znana metoda. Nie jest to jedna metoda, ale okazało się, że intuicyjnie połączyłem kilka sprawdzonych podejść:
- Pytania sokratejskie. Używa się ich między innymi w terapii poznawczo-behawioralnej, czyli w pracy nad tym, jak myśli wpływają na zachowanie. Nie podsuwają gotowych odpowiedzi, tylko każą sprawdzić własne założenia. Pytanie „czego nie rozumiem, a udaję” działa dokładnie tak.
- Odwrócenie. Zamiast pytać, czego chcę, pytam, czego nie chcę. Ten sposób myślenia spopularyzował inwestor Charlie Munger. Często łatwiej nazwać to, czego się unika, a obraz tego, czego się chce, wyłania się z tego sam.
- Wartości w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT). Ten nurt oddziela wartości od celów. Wartość jest kierunkiem, w którym chcę iść, a cel punktem do osiągnięcia na tej drodze. Celu można dopiąć i odhaczyć, wartości nie.
- Poziomy uwagi z metody Getting Things Done. David Allen opisuje kolejne piętra: zadania, projekty, obszary odpowiedzialności, cele na rok lub dwa, wizję na kilka lat i sens. To niemal ta sama drabina, którą sam sobie narysowałem.
- Koło życia. To proste narzędzie coachingowe. Ocenia się w nim kilka obszarów, na przykład zdrowie, rodzinę, pracę i finanse, w skali od 1 do 10, i od razu widać, gdzie są największe zaległości.
Uspokoiło mnie to. Skoro różne szkoły doszły do podobnych pytań, to chyba idę w dobrym kierunku.
Co dopisałem później
Czytając swoją listę, zauważyłem kilka luk i dodałem pytania:
- Co z rzeczy, które robię „bo muszę”, jest naprawdę konieczne, a co jest zobowiązaniem, które sam na siebie nałożyłem i mogę je renegocjować?
- Ile konkretnie to jest „spokojna proza życia”? Jaka kwota miesięcznie, ile godzin pracy, jaki tryb tygodnia? Bez liczby wolność finansowa pozostaje mgłą, a mgły nie da się zaplanować.
- Jakim człowiekiem chcę być w każdym z ważnych dla mnie obszarów? Pytam o to, jak chcę się zachowywać, a nie o to, co chcę osiągnąć.
- Kiedy w ciągu dnia i tygodnia mam najwięcej siły do myślenia, a kiedy nadaję się tylko do prostych czynności?
- Co zrobię, kiedy wypadnę z rytmu?
- Po czym za trzy miesiące poznam, że to wszystko coś zmieniło?
Pytanie o wypadnięcie z rytmu uważam za najważniejsze. Podejrzewam, że większość moich dotychczasowych systemów nie zawiodła dlatego, że była zła. Zawiodła, bo nie miała zaplanowanego sposobu powrotu po przerwie.
Zagadka retrospekcji
Najbardziej uwiera mnie jedna sprzeczność. Gromadzę ogromną ilość materiałów, notatek i zapisków, ale do nich nie zaglądam. Nie planuję o stałych porach i nie robię cyklicznych podsumowań. Jednocześnie w treningu potrafię być systematyczny przez lata. Skąd ta różnica?
Kiedy porównałem jedno z drugim, wyszło mi kilka rzeczy:
- Trening ma stałą porę, a podsumowanie jej nie ma.
- Trening ma plan, a podsumowanie jest za każdym razem pustą kartką.
- Trening daje natychmiastowy efekt: zmęczenie, satysfakcję, liczbę na zegarku. Efekt podsumowania jest odroczony i niewidoczny.
- Trening jest częścią tego, kim jestem. Podsumowanie nie jest.
- Moje archiwum jest tak duże, że samo jego otwarcie przytłacza.
Jest też trudniejsza możliwość. Podsumowanie konfrontuje mnie z tym, czego nie zrobiłem, a to bywa nieprzyjemne. Może właśnie tam leżą moje „niezaopiekowane rzeczy”. To samo dotyczy pytania o zajętość. Bycie zajętym daje poczucie kontroli i rozładowuje napięcie. Skończenie czegoś wymaga decyzji i wystawia efekt na ocenę. Na razie zostawiam sobie jedno pytanie: co czuję w chwili, gdy mam coś skończyć?
Jak zamierzam to przejść
Nie zamierzam odpowiadać na wszystko jednego wieczoru. Rozłożę to na trzy lub cztery posiedzenia po mniej więcej pół godziny. Będę pisał swobodnie, bez poprawiania. Kiedy myśli są zapisane, a nie tylko krążą w głowie, przestają się kręcić w kółko.
Potem poszukam tematów, które powtarzają się w odpowiedziach. Podejrzewam, że to one wskażą moje prawdziwe obszary i wartości. Dopiero z nich zbuduję cele, projekty i zadania.
Podsumowania zamierzam potraktować tak jak trening: stała pora w tygodniu, najwyżej 20 minut, trzy stałe pytania i żadnego przekopywania archiwum na start.
Jestem też świadomy, że taka praca to samodzielne porządkowanie, a nie terapia. Jeśli okaże się, że pod chaosem leży coś cięższego, rozmowa ze specjalistą będzie rozsądniejsza niż kolejna lista pytań.
W następnym wpisie opiszę, co wyszło z pierwszych odpowiedzi.